Facebook

poniedziałek, 25 lutego 2013

Nine Inch Nails powraca. Z tej okazji RUINER.

W dniu dzisiejszym, dosłownie parę godzin temu Trent Reznor ogłosił reanimację swojego najgenialniejszego muzycznego dziecka, czyli zespołu Nine Inch Nails. Działalność NIN została zawieszona w roku 2009, kiedy to Reznor postanowił poświęcić się nagrywaniu muzyki do filmów (Oscar, oraz Złot Glob za ścieżkę dźwiękową do filmu "Social Network" w 2011, stworzył też muzykę do "The Girl with The Dragon Tatoo"), oraz tworzeniu nowego projektu muzycznego - How To Destroy Angels, razem ze swoją żoną, zjawiskową Mariqueen Maandig. Na dniach ma pojawić się ich pierwszy wspólny album. Stara miłość jednak najwyraźniej nie rdzewieje, bez gitary i darcia mordy Trent długo nie wytrzymał. W 2013 roku odbędą się pierwsze koncerty reaktywowanego NIN w USA, a w 2014 ma mieć miejsce światowa trasa.



W dzisiejszym oświadczniu dla prasy Trent napisał : "Pracowałem wspólnie z Adrianem Belew (wieloletni współpracowniki w NIN) nad paroma pomysłami muzycznymi, co wywołało dyskusję nad wspólnymi występami, co z kolei doprowadziło do drapania się po brodach i dyskusji nad tym, czym mogłoby być Nine Inch Nails, oraz zagraniem koncertu. Zadzwoniłem do paru przyjaciół, omówiliśmy wiele pomysłów i ustaliliśmy datę koncertu, potem następnego, co doprowadziło do zaplanowania wielu występów."



Pozostaje tylko się cieszyć i mieć nadzieję, że powstanie też kolejna płyta Nine Inch Nails. Z okazji dzisiejszej dobrej wiadomości postanowiłem przypomnieć utwór "Ruiner" z wydanego już 19 lat temu opus magnum NIN, czyli płyty "The Downward Spiral"

TEKST ORYGINALNY

NISZCZYCIEL

Miałeś ich wszystkich po swojej stronie, czyż nie?
Wierzyłeś we wszystkie swoje kłamstwa, czyż nie?
Niszczyciel ma wiele do udowodnienia, nic do stracenia i sprawił, że wierzysz,
Niszczyciel jest twoim jedynym przyjacielem, jest idealny dla bydła, które zwodzi,
Gwałci niewinnych, wiesz, Niszczyciel niszczy wszystko to, co widzi,
No i teraz jedyną nieskalaną rzeczą, jaka ostała się w moim spierdolonym świecie, jest obnoszenie się z twoją chorobą.

W jaki sposób tak urosłeś?
W jaki sposób stałeś się taki silny?
W jaki sposób stałeś się taki twardy?
Dlaczego to już tyle trwa?

Musiałeś im wszystkim dać znak, czyż nie?
Musiałeś pożądać tego co było moje, czyż nie?
Niszczyciel jest kolekcjonerem, jest nosicielem choroby, serwującym swoje gówno własnym muchom.
Może kiedyś nadejdzie dzień, w którym ci, których zaślepiasz nagle się przebudzą,
Może to ta część mnie którą zabrałeś, doprowadziła cię do miejca, do którego miałem nadzieję, że nie trafisz,
I może właśnie to popierdoliło mnie bardziej niż byś przypuszczał.

W jaki sposób tak urosłeś?
W jaki sposób stałeś się taki silny?
W jaki sposób stałeś się taki twardy?
Dlaczego to już tyle trwa?

To, co mi dałeś,
Mój perfekcyjny pierścień blizn.
Wiesz, że widzę kim naprawdę jesteś.
Nie skrzywdziłeś mnie, nic nie może mnie skrzywdzić.
Nie skrzywdziłeś mnie, już nic mnie nie powstrzyma.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Destructive Daisy - recenzja debiutu

Dziś coś zupełnie z innej beczki, zamiast tradycyjnego tłumaczenia postanowiłem zrecenzować debiutancką płytę jednej z ciekawszych trójmiejskich kapel, z jakimi miałem okazję obcować, czyli w 100% żeńskiego kwartetu Destructive Daisy.

W ostatnią sobotę trochę z przypadku, a trochę z ciekawości trafiłem do gdańskiego klubu Mechanik, na koncert kapel Carnage i Destructive Daisy. Carnage dobrze znam, także ze wspólnych występów, wiedziałem więc czego mogę się spodziewać po ich występie. O Destructive Daisy wiedziałem z kolei tyle, ile przekazał mi kolega Karol z zaprzyjaźnionego zespołu Krunkera, czyli, że jest to kapela złożona z urodziwych niewiast, fajnie gra i fajnie brzmi. Jak się okazało, Karol mówił prawdę. Koncert bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, mimo pewnych niedostatków w brzmieniu, spowodowanych brakiem odpowiedniego nagłośnienia, oraz osoby odpowiedzialnej za realizację dźwięku (co jest niestety stałą przypadłością trójmiejskich klubów). Destructive Daisy przekazały publiczności solidną dawkę rockowej energii, okraszonej poprawną techniką i ciekawym image grupy. Po koncercie udało mi się nabyć drogą wyżebrania od członkiń zespołu ich wydaną własnym sumptem, debiutancką EP-kę.



Zacznę może od tego, że już na pierwszy rzut oka widać, że dziewczyny na poważnie podeszły do tematu, pod względem prezencji płytka wygląda bardzo profesjonalnie. Porządnie zaprojektowana okładka z rysunkiem przedstawiającym coś na kształt disneyowskiej Daisy, ucharakteryzowanej na logo gangu motocyklowego sygnalizuje, że nie będziemy mieli do czynienia z grzecznym graniem. Z tylnej okładki możemy dowiedzieć się, że na płytce znajdziemy 5 utworów, oraz poznać skład zespołu. Prosto, czytelnie i do rzeczy.



Po włożeniu płyty do odtwarzacza i wciśnięciu "Play" od pierwszych sekund słuchacza atakuje zwarta sekcja rytmiczna, z wyraźnie wysuniętym do przodu basem i mocno przesterowaną gitarą, wypluwającą hardrockowy riff. Perkusja od samego początku pozostaje nieco w tle, zostawiając miejsce dla rytmicznych riffów i pulsującego basu. Wokalistka Audri stylem śpiewania kojarzy mi się z Courtney Love, lub Shirley Manson z Garbage. Po pierwszych dwóch numerach - "Road To Ruin", oraz "Death Car" można już powiedzieć, że mamy do czynienia z wyjątkowo mocnym debiutem. Ostre i proste rockowe numery, przejmujący, opętańczy, przechodzący niekiedy w krzyk śpiew, do tego sekcja rytmiczna ze świetnie brzmiącym basem. Soczyste, często grane z tłumieniem riffy gitarowe dopełniane są przez dosyć oszczędne, lecz poprawnie zagrane solówki. Dwa początkowe utwory instrumentalnie utrzymane są w stylu klasycznego hardrocka z elementami metalu, wyraźnie , szczególnie w "Road to Ruin" usłyszeć można inspirację Motorhead. Brzmienie instrumentów jest surowe, bez zbędnego efekciarstwa. Wokal z kolei, to zupełnie inna para kaloszy - styl śpiewania Audri jest "grungeowo - postpunkowy" i przynosi na myśl takie zespoły jak Hole, czy L7.



Po dwóch dynamicznych utworach przychodzi czas na chwilę uspokojenia. Trzeci numer - "Panic", jest według mnie najlepszy na EP-ce. Powolny, oparty w zasadzie na dwóch riffach motyw przewodni, leniwa gra perkusji i hipnotyzujący bas budują mroczny nastrój. Klimat buduje także gitara, która dzięki grze na pełnych, nie tłumionych akordach, oraz użytych efektach jest bardziej przestrzenna, niż w poprzednich utworach. W połowie utworu w tle pojawiają się nawet dźwięki grane na klawiszach. Całość kojarzy mi się z kawałkiem "Mailman" Soundgardenów, z płyty "Superunknown". "Panic" wydaje się być utworem wyraźnie dzielącym Ep-kę na pół. O ile pierwsze dwa utwory stanowiły ukłon w stronę hardrocka, to dwa ostatnie siedzą głęboko w Seattle. "Barbed Wire" i "Teabuzz" mogły z powodzeniem być zagrane 25 lat temu w klubach miasta z którego wywodzi się grunge, najbardziej kojarzą mi się z pierwszymi dokonaniami Nirvany z płyty "Bleach".

Jak na płytę nagraną własnymi środkami, przez bądź co bądź amatorski, młody zespół, Ep-ka Destructive Daisy brzmi dobrze. Wydaje mi się (aczkolwiek mogę się mylić), że muzyka w większości nagrana została na "setę" (to znaczy przez zespół grający na żywo, a nie instrument po instrumencie), co znacznie zmniejsza możliwości manipulacji brzmieniem, ale z drugiej strony dodaje muzyce autentyzmu. Surowe i nieco brudne brzmienie nagrań jednych może razić, jednak dla innych będzie atutem. Jeżeli już miałbym napisać o płytce coś negatywnego, to moim zdaniem zdecydowanie za cicho w stosunku do reszty instrumentów jest perkusja, która często po prostu zostaje zdominowana przez bas i ostrą gitarę. Drugim mankamentem może być miejscami niewyraźna artykulacja partii wokalu, przez co często ciężko zrozumieć śpiewane słowa.

Podsumowując przyznać trzeba, że dziewczyny z Destructive Daisy odwaliły kawał dobrej roboty i mają sporą szansę na zaistnienie nie tylko na naszej lokalnej, zdominowanej przez sztampowy metal, oraz pseudointelektualny indie rock, scenie muzycznej. Ja na pewno będę trzymał kciuki. Płytę można bezpłatnie ściągnąć z serwisu Bandcamp, co polecam czym prędzej uczynić.

Moja ocena: 4/5

Destructive Daisy

vocal:Audri
guitar:Magda
bass guitar:Kleo
drums:Ada

Mix&Mastering - Michał Miegoń (Music Saloon Studio)

Płyta do ściągnięcia http://destructivedaisy.bandcamp.com/

piątek, 15 lutego 2013

Megadeth - A Tout Le Monde

Uważni czytelnicy (czy mam takich ??? :)) zapewne pamiętają, że o Megadeth już było przy okazji tłumaczenia numeru "Reckoning Day", z przezacnej i darzonej przeze mnie wyjątkowo ciepłym uczuciem płyty "Youthanasia". Dziś wracam do tego albumu po raz drugi, a pretekstem jest "A Tout Le Monde", utwór o zupełnie innym charakterze, niż prezentowany na DarciuMordy wcześniej. Brakuje w nim agresji muzycznej i lirycznej, która obecna jest w innych utworach z płyty. "A Tout Le Monde" jest balladą, w dodatku śpiewaną częściowo po francusku.



Jakoś tak dziwnie wychodzi, że bardzo często, w czasie mojej drogi do pracy, zwykle gdzieś w okolicach ulicy Lęborskiej, funkcja shuffle w moim telefonie losowo wybiera właśnie "A Tout Le Monde". Z jednej strony fajnie, ponieważ bardzo cenię ten utwór, z drugiej strony jednak wsłuchanie się w jego tekst, będący niczym innym, jak listem pożegnalnym samobójcy, może być dołujące...

TEKST ORYGINALNY

A TOUT LE MONDE

Nie pamiętam gdzie wtedy byłem,
Zdałem sobie sprawę, że życie to gra,
Im bardziej na poważnie je brałem,
Tym trudniejsze stawały się zasady.
Nie miałem pojęcia, ile to mnie będzie kosztowało,
Życie przeleciało mi przed oczami,
Dostrzegłem jak niewiele osiągnąłem,
Odrzuciłem wszystkie swoje plany.

Moi przyjaciele, kiedy będziecie to czytać wiedzcie, że
Bardzo pragnąłbym z wami pozostać.
Proszę, uśmiechajcie się, kiedy o mnie pomyślicie,
Mojego ciała już nie ma, to wszystko ....

A tout le monde
(Do was wszystich)
A tout mes amis
(Do moich przyjaciół)
Je vous aime
(Kocham was)
Je dois partir
(Muszę odejść)
To ostatnie słowa,
Jakie kiedykolwiek wypowiem,
One mnie uwolnią.

Gdyby moje serce było jeszcze żywe,
Z pewnością by pękło,
Moje wspomnienia pozostały z wami,
Nie ma już nic do powiedzenia.
Radzenie sobie jest proste,
Trudne to, co zostaje za nami.
Wiesz, że śpiący nie czują bólu,
A żyjący są w strachu.

A tout le monde
A tout mes amis
Je vous aime
Je dois partir
To ostatnie słowa,
Jakie kiedykolwiek wypowiem,
One mnie uwolnią.

Moi przyjaciele, kiedy będziecie to czytać wiedzcie, że
Bardzo pragnąłbym z wami pozostać
Proszę, uśmiechajcie się, kiedy o mnie pomyślicie,
Mojego ciała już nie ma, to wszystko ....




wtorek, 5 lutego 2013

Kylie Minogue - Confide In Me

Wydawałoby się, że pisanie o Kylie Minogue zaraz po poście o Slayerze zakrawa na świętokradztwo... Nie będę zaprzeczał. Gwoli wyjaśnienia: utwór "Confide In Me" jest utworem dobrym, POMIMO TEGO, że wykonuje go artystka popowa Kylie Minogue, która nota bene nawet go nie skomponowała, ani tym bardziej nie napisała tekstu.

Głównym powodem, dla którego zdecydowałem się ten utwór przetłumaczyć, jest fakt, że cover "Confide in me" w 1997 roku wykonywało na sposób mroczny i gotycki moje ulubione The Sisters of Mercy. Piosenka jest na tyle wdzięcznym tematem na cover, że według wikipedii co najmniej dziesięciu innych wykonawców popełniło swoje wersje.


Abstrahując od zupełnie humorystycznego wstępu, muszę jednak szczerze przyznać, że mam pewną słabość do tego utworu. Nie pasuje mi zupełnie do innych znanych mi kawałków Kylie, jest całkiem ambitny muzycznie, towarzyszy mu całkiem sugestywny teledysk, a tekst jest całkiem niegłupi. Mi oczywiście bardziej podoba się wersja koncertowa The Sisters of Mercy, którą pozwoliłem sobie zamieścić bezpośrednio pod tłumaczeniem...



TEKST ORYGINALNY

Zwierz mi się

Stoję w oddali
Patrzę z daleka
Czy powinnam zaoferować swoją pomoc ?
Czy powinno mieć znaczenie kim jesteś?

Wszyscy jesteśmy skrzywdzeni miłością
Każdy z nas niesie swój krzyż
Ale w imię powszechnego zrozumienia
Powinniśmy się dzielić swoimi problemami

Zwierz mi się
Zwierz mi się

Umiem utrzymać sekret
I wyrzucić klucz
Ale czasem, uwolnić sekret
To jak dać odejść własnemu dziecku

Wszyscy jesteśmy skrzywdzeni miłością
Każdy z nas niesie swój krzyż
Ale w imię powszechnego zrozumienia
Powinniśmy się dzielić swoimi problemami

Grasz albo pas – wybór należy do ciebie
Trafiasz albo chybisz – co moje, jest twoje



środa, 23 stycznia 2013

Slayer - Seasons In The Abyss

Ze Slayerem jest jak z jazzem, albo go kochasz albo nie trawisz. Nie ma nic pomiędzy. A wszystko dlatego, że Slayer nie idzie na kompromisy. Ani muzyczne ani liryczne. W przeciwieństwie do pozostałych trzech zespołów zaliczanych do "Big Four" amerykańskiego thrash metalu, czyli grup Anthrax, Megadeth, a ZWŁASZCZA Metallica, Slayer zawsze pozostawał wierny wypracowanemu stylowi i chyba właśnie dlatego zyskał szacunek fanów i osiągnął status kapeli zupełnie kultowej.



Żeby przekonać się o tym jak oddani są fani Slayera wystarczy wyszukać w google hasełko "Slayer memes", żeby przekonać się ile powstało internetowych memów na tematy Slayeropochodne, albo poczytać fora fanów metalu i policzyć ilość wpisów o treści "Slayer KURWAAA !!!!". Ja osobiście mogę doświadczyć wielkości Slayera bezpośrednio w mojej portowej dzielnicy w Gdańsku, gdzie znajduje się bodajże największe na świecie murale z napisem Slayer. Jak widać na zdjęciu poniżej widoczne nawet z satelity.



Numer "Seasons in the Abyss", pochodzi z wydanej w 1990 roku płyty pod tym samym tytułem, możecie mi wierzyć, że jest to chyba najbardziej melodyjny i komercyjny utwór jaki nagrali Tom Araya, Jeff Hannemann, Kerry King i Dave Lombardo.



Aha, zapomniałem dodać, że Slayer to skrót od "Satan Laughs As You Eternally Rot"...



TEKST ORYGINALNY

Czasy w otchłani

Ostrze żyletki
Tworzy zarys śmierci
Nacięcia w mojej głowie
Antycypacja, stymulacja
Żeby zabić ekscytację

Zamknij oczy
Spójrz w głąb swojej duszy
Wyjdź z samego siebie
Niech twój umysł się uwolni
Zmrożone oczy patrzą w głąb twojej jaźni,
A ty umierasz

Zamknij oczy
Zapomnij swoje imię
Wyjdź z samego siebie
Niech twoje myśli wyciekną
Podczas gdy będziesz tracił rozum

Wrodzone nasienie
Patrzeć jak krwawisz
Przymusowa fizyczna potrzeba
Zbezczeszczony, wypatroszony
Uwieczniony czas

Zamknij oczy (...)

Bezwładne mięso
Krwawy loch
Dekoracyjna plama krwi rozświetla go
Egzekucja, sadystyczny rytuał
Szalone interwały szczątków umysłu

Zamknij oczy (...)




środa, 16 stycznia 2013

Porcupine Tree - Wake as Gun

Są rzeczy w muzyce, których nie pojmuję. Nie dlatego, że ich "nie rozumiem", raczej dlatego, że uciekają pewnej logice którą sobie narzuciłem. Może jest to kwestia gustu, może ignoranctwa, a może tego, że "najbardziej podobają się rzeczy, które już się gdzieś słyszało". Nie ważne. W każdym razie fakt jest taki, że nie przepadam za rockiem i metalem progresywnym. Męczy mnie. O ile Pink Floyd jeszcze mi wchodzi, to reszta jakoś nie. W tym Porcupine Tree. Nie wchodzi mi zupełnie. Postanowiłem jednak, za namową przyjaciela, któremu niniejszy post dedykuję, pochylić się nad jednym z utworów tej kapeli. W końcu nie mogę się zamykać w swoim ciasnym kurwidołku pełnym mrocznej ciężkiej muzyki i nisko nastrojonych powolnych riffów:).

Jako, że moja znajomość twórczości i historii Porcupine Tree jest znikoma posilę się linkiem do wikipedii, każdy chętny może sobie poczytać. Wspomnę tylko, że Porcupine Tree to jeden z projektów hiperaktywnego i megaproduktywnego wulkanu kreatywnej energii kompozytorskiej, jakim jest Steve Wilson. Szczerze muszę przyznać, że facet zrobił na mnie wrażenie chociażby samą ilością projektów muzycznych w jakich uczestniczył, czy mnogością instrumentów na jakich potrafi zagrać.

Utwór "Wake As Gun" jest spokojną, NIECO gotycką balladką, pochodzącą z albumu "Insignificance", zawierającego dema zespołu z lat 1995-96 i wydanego jako dodatek do płyty "Significance". Sam tekst spodobał mi się bardziej niż muzyka. W moim rozumieniu utwór traktuje o tym, że każdy człowiek ma wiele twarzy, wiele aspektów osobowości, a jednocześnie nie do końca ma wpływ na to, kim się staje.

TEKST ORYGINALNY

Budząc się jako pistolet

Człowiek budzi się jako zwierzę,
Halucynuje ogień
Człowiek budzi się jako duch,
Bezkrwawy, lecz zainspirowany

Człowiek budzi się jako muzyka,
Uwalniając spokój
Człowiek budzi się jako dziecko,
Budując most pełen wdzięku

Och, pilnujesz ciszy
A ja po prostu chcę spać

Człowiek budzi się jako pistolet
I nie rozumie dowcipu


piątek, 11 stycznia 2013

The Mission - Wasteland

O zespole The Mission wspomniałem już przy okazji postu na temat utworu "Giving Ground", wykonywanego przez The Sisterhood. Wystarczy przypomnieć, że The Mission (znane w USA jako The Mission UK) powstało w roku 1986, po tym, jak basista Craig Adams i śpiewający gitarzysta Wayne Hussey odeszli z The Sisters Of Mercy. The Mission w swojej stylistyce nawiązuje do gotyckiej poetyki poprzedniego zespołu swoich założycieli, jednak jednocześnie jest zespołem położonym bliżej popu i mainstreamowego rocka w stylu U2.


Przyznam, że nigdy do końca nie przekonałem się do The Mission. Jako zagorzałemu fanowi The Sisters of Mercy trudno mi znieść pretensjonalne i ociekające seksem teksty Wayne'a Hussey'a, który najbardziej lubi śpiewać o bolesnych pocałunkach, zakazanych owocach, związywaniu, biczowaniu i świętokradztwach. Oczywiście nie zawsze jest aż tak źle, jednak czasem aż uszy więdną. Na szczęście muzycznie jest o wiele lepiej, szczególnie dwa pierwsze albumy grupy, czyli "God's Own Medicine" i "Children" są całkiem niezłe.


Zaprezentowany poniżej utwór "Wasteland" otwiera debiutancki album grupy i jednocześnie jest najlepszym utworem na płycie. Nawet tekst jest niezły, mimo, że znalazło się w nim nawiązanie do S/M :)

TEKST W ORYGINALE

Wasteland

Nadal wierzę w Boga,
Jednak Bóg już nie wierzy we mnie

Mam kryształowo czysty widok z okna
Widzę, co nadejdzie w przyszłości
Żyję dla bólu i ukłucia rozkoszy
Żyję dla miecza, stali, pistoletu
Mogę powalać ściany, szturmować barykady
Pobiec tam, gdzie gnieżdżą się przestraszeni
Pożądanie czai się, ponad dobrem i złem
A więc zatańcz na grobach, tam gdzie upadają święci

Ponad tą ziemią
Ponad tą pustynią
Ponad tą ziemią
Ponad tą pustynią

Możesz dotknąć, ale proszę nie podchodź zbyt blisko
Jesteś niewinna, czysta i bezwstydna
Twój duch pragnie, twoje ciało jest wspaniałe
Dręczysz i torturujesz z bolesną rozkoszą

Piekło i niebo, dobrze je znam
Ale nie zdecydowałem jeszcze które wolę
Czuję się martwy, ponieważ krzyczę głośno
A nikt nie słyszy mojego głosu
Chodząc na linie nie spoglądam w dół
Wyprostowany, ponad wami wszystkimi
Wierny wiatr dmie w tej krainie
Wykrzykuje moje imię, zwiastuje mój upadek.




poniedziałek, 7 stycznia 2013

Marilyn Manson - Irresponsible Hate Anthem

Brian Warner, występujący pod pseudonimem Marilyn Manson jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych artystów przełomu XX i XXI wieku. Wokalista, kompozytor, malarz, multiinstrumentalista. Człowiek o wielu twarzach, równie często zmieniający swój wizerunek sceniczny, jak brzmienie i nastrój wykonywanej muzyki. Karierę muzyczną rozpoczął w roku 1989 jako wokalista grupy Marilyn Manson & the Spooky Kids, poźniej przemianowanej po prostu na Marilyn Manson.



Nazwa zespołu i jednocześnie pseudonim sceniczny Briana Warnera pochodzi z połączenia dwóch symboli, pięknej Marilyn Monroe, oraz przywódcy zbrodniczej sekty, Charliego Mansona. Obie te ikony amerykańskiej popkultury zdają się zupełnie sobie przeciwne, jednak wspólnym mianownikiem, jest mrok, który zawładnął ich życiem. Marilyn przed śmiercią była uzależniona od barbituranów i alkoholu, popadała w depresje. Charles Manson, osoba ponoć o nieprzeciętnej inteligencji, człowiek utalentowany muzycznie, skończył skazany na dożywocie za podżeganie do morderstw.

Wizerunek Marilyn Manson został wykreowany tak, żeby szokować, teksty i teledyski, były intencjonalnie obrazoburcze i kontrowersyjne, zespół odsądzany był od czci i wiary, koncertom towarzyszyły pikiety i protesty. Wszystko to jednak tylko przysporzyło zespołowi i jego liderowi rozgłosu.

Muzykę Marilyn Manson ciężko sklasyfikować, ponieważ zmienia się ona wraz z każdym kolejnym albumem grupy. W wikipedii przy artykule o grupie znajdujemy następujące gatunki muzyczne: metal alternatywny, rock alternatywny, industrial metal, rock industrialny, glam metal, hard rock, gothic metal, rock gotycki. Niezależnie od albumu możemy być jednak pewni świetnie skomponowanych utworów, mocnych i odważnych tekstów, oraz niesamowitego wokalu.

Przetłumaczony poniżej utwór "Irresponsible Hate Anthem" pochodzi z najsłynniejszego albumu grupy - "Antichrist Superstar", wydanego w 1996. Za brzmienie albumu odpowiedzialny był lider Nine Inch Nails, Trent Reznor.

TEKST W ORYGINALE

Znaczenie słowa "Izm"

Nieodpowiedzialny hymn na cześć nienawiści

Jestem tak bardzo amerykański, że sprzedałbym ci nawet samobójstwo
Jestem totalitarny, mam aborcje w oczach
Nienawidzę nienawidzących, zgwałciłbym gwałciciela
Jestem zwierzęciem, które nigdy nie będzie sobą
Pierdolić to!

Hej, ofiaro, może mam ci znowu podbić oczy ?
Hej, ofiaro,
To ty podałeś mi kij do ręki
Jestem izmem, moja nienawiść to pryzmat
Po prostu zabijmy wszystkich i pozwólmy twojemu bogu zrobić z tym porządek
Pierdolić to!

Każdy jest czyimś czarnuchem
Wiem, że ja nim jestem, tak samo jak ty
Nie mam wystarczająco dużo środkowych palców
Nie muszę wybierać stron
Lepiej, lepiej, lepiej, lepiej tego nie mówić
Lepiej, lepiej, lepiej, lepiej się nie wygadać
Nienawidzę nienawidzących, zgwałciłbym gwałciciela
Jestem idiotą, który nigdy nie będzie sobą
Pierdolić to!




czwartek, 3 stycznia 2013

Down - Where I'm Going

O grupie Down już na Darciu Mordy było, jednak dziś nadarzyła się świetna okazja, żeby napisać ponownie. Ogłoszono mianowicie, że Down będzię jedną z gwiazd czerwcowego Metalfestu w Jaworznie. Czas najwyższy, Phil Anselmo z ekipą byli ostatni raz w Polsce w 2009 roku, kiedy to dali jeden rewelacyjny koncert w Krakowie.



Pochodzący z płyty Down II: A Bustle in Your Hedgerow utwór "Where I'm Going" nie należy do kanonu najbardziej znanych utworów Downa. Jest to spokojna ballada, mocno zalatująca bluesem z południa USA. Tekst traktuje o rozpadającym się związku. Phil oznajmia ukochanej, że to koniec, ponieważ on nie ma zamiaru zbaczać z drogi jaką wybrał. I bardzo dobrze, bo dzięki temu ma czas na zajmowanie się muzyką. A może ten tekst nie jest o nim? Tak czy inaczej, poniżej zamieszczam zdjęcie słynnego mordercy - Charlie Mansona. Po co? Przeczytajcie tekst, żeby się dowiedzieć...



TEKST W ORYGINALE

Tam, gdzie idę

No, nie martw się już
Pozostaw tę część siebie w przeszłości
Oddaję Ci twoją osobę z powrotem

A więc, czy powinnaś wprowadzić zmianę?
A może mogłabyś naprawić popełnione błędy?
Ponieważ ja nie zmienię wybranej drogi

A więc, czy jesteś na mnie zła ?
Co mógłbym poprawić, kochanie?
Masz większość wszystkiego dla siebie

Nienawistne zasłużenie
Oczy Charliego Mansona
Patrzą na mnie, poprzez ciebie

A więc powinienem zachowywać się, jak na mój wiek przystało ?
A może ja po prostu tu nie przynależę ?
Ponieważ ja nie zmienię wybranej drogi
Tego gdzie idę…


TEKST ORYGINALNY


poniedziałek, 31 grudnia 2012

Iron Maiden - Phantom Of The Opera. O tym, że Iron Maiden, skończyło się na "Iron Maiden" .

Zacznę od odważnej tezy (pewnie zaraz paru true metali wyda na mnie wyrok): Iron Maiden skończyło się na płycie Iron Maiden(no może w porywach do Killers:)). Już widzę święte oburzenie fanów Bruce'a Dickinsona...

Oczywiście teza ta jest postawiona trochę na wyrost, podobnie jak hasełko "Metallica skończyła się na Kill'em All", jednak jak zaraz postaram się udowodnić, da się ją obronić.
Iron Maiden powstało w okresie, kiedy w Wielkiej Brytanii, a potem na całym świecie miejsce miała eksplozja punk-rocka i tak, jak napisałem w ostatnim poście o Black Sabbath muzyka metalowa przeszła do odwrotu. Założyciel Iron Maiden, basista Steve Harris nie mogąc się pogodzić z takim stanem rzeczy postanowił grać muzykę, która będzie heavy metalową odpowiedzią na punka. Może nawet nie do końca takie były założenia, jednak tak właśnie wyszło w praktyce. Po paru latach undergroundowego grania debiutancki album zatytułowany po prosu Iron Maiden, został wydany w 1980 roku.

Dla mnie osobiście jest to najlepszy album grupy, zawiera w sobie ogromną dawkę energii charakterystycznej dla muzyki punkowej, mocne teksty wyśpiewane są iście opętańczy sposób przez Paula Di'Anno, solówki są zagrane lekko, niejako spontanicznie i bez zadęcia charakterystycznego dla późniejszych albumów. Nagrania brzmią naturalnie, jakby zespół stał obok i występował na żywo. Utwory takie, jak otwierający płytę "Prowler" (ach, ta sprzęgająca gitara na samym początku...),"Running Free", czy "Charlotte The Harlot" są nieskomplikowane, a jednocześnie pełne młodzieńczej energii i entuzjazmu. Na płycie nie brakuje też bardziej skomplikowanych kompozycji takich jak "Remember Tomorrow", czy "Phantom Of The Opera", jednak nie są one w denerwujący sposób hymnowo-patetyczne, jak późniejsze dokonania grupy.

Myślę, że głównym bodźcem, który powoduje, że pierwsze dwie płyty Iron Maiden podobają mi się najbardziej jest wokalista Paul Di'Anno, który wywodził się z nurtu punkowego. Di'Anno był wokalistą o dobrej technice i dużej skali głosu, jednak unikał operowości, śpiewając bardziej gardłowo i szorstko. Jego styl wywarł duży wpływ na takich wokalistów jak James Hetfield (Metallica), Tom Araya (Slayer), czy Phil Anselmo (Down/Pantera). Ostatecznie Paul Di'Anno został wyrzucony z zespołu po nagraniu albumów "Iron Maiden" i "Killers", głownie ze względu na zbyt rozrywkowy styl życia, oraz nadużywanie alkoholu i narkotyków. Jego następca, Bruce Dickinson śpiewa już zupełnie inaczej, prawie nieustannie katując wysokie rejestry. Zmienił się wokalista, zmieniła się muzyka i koncerty. Młodzieńcza spontaniczność przeistoczyła się w techniczną maestrię, kompozycje stały się bardziej skomplikowane, solówka goniła solówkę, Bruce powalał (i nadal powala) niemal operowym wokalem, jednak to właśnie po winyl z nagraniem pierwszej płyty sięgam najczęściej :)

Duch z Opery

Od tak dawna cię obserwuję, już nie uciekniesz z mojego uścisku.
Długo żyłeś w ukryciu, za tą fałszywą maską.
I ty to wiesz i ja to wiem, zbyt długo już nie pożyjesz.
Twoje spojrzenia i uczucia są tylko pozostałościami przeszłości.

Stoisz z boku sceny, czekając aż kurtyna opadnie.
Wiedząc, jaki siejesz postrach i jaką władzę masz nad nami.
Tak, ja wiem, że podrapiesz mnie, pokaleczysz, poszarpiesz.
Wiesz, że nie oprę się twojemu hipnotyzującemu zawodzeniu.

Utrzymuj dystans, odejdź, nie chwytaj tej przynęty.
Nie błąkaj się, nie gaśnij.
Uważaj jak stąpasz, on cię schwyta, cokolwiek by się nie działo.
Nie zbaczaj z w tej wąskiej ścieżki.

W swoich snach uciekam, chowam się, ty tam zawsze jesteś.
Jesteś Duchem z Opery, jesteś diabłem siejącym postrach.
uszkodziłeś mój umysł, moja dusza unosi się w powietrzu.
Prześladujesz mnie, kpisz ze mnie, torturujesz mnie w swojej norze.